Z wirtualu do realu.


Co to się działo…

Na początek, oczywiście, obsuwy. Oddawanie mieszkania w Łomiankach zatrzymało nas dzień dłużej, niż powinno, a w dodatku część rzeczy trzeba było zostawić; nawet przy moich skillach w Tetris 3D, Ducato nie jest z gumy.

Dowlekliśmy się w piątek w nocy, na ostatnich nogach – my i psy stłoczeni w kabinie. A tu na miejscu już czekali pierwsi goście z Niemiec. My nieprzytomni, nierozpakowani, sfrustrowani – ale jakoś udało się pogodzić odsypianie, rozpakowywanie i rozpoczęcie pracy. Stopniowo dojechali następni – nasz anarcho-architekt, koleżanka-aktywistka, koleżanka-reporterka i przedstawiciele Fabryki. Do tego dołączyli chłopcy z Wołczyna i Komorzna, pomagający na codzień Adamowi.

Pierwszy task to oczywiście było uruchomienie kuchni. Zasada prosta – wszyscy się zrzucają – w gotówce i żywności – i wspólnie gotujemy. Najpierw na piecach, które zastaliśmy, ale już chyba drugiego, albo trzeciego dnia zrobiliśmy prototyp rocketa. O budowaniu kolejnych wersji napisze oddzielnie, dość, że w tej chwili gotujemy na trzech palnikach różnej wielkości, które PRZEWAŻNIE palą sie dobrze. Do ideału jeszcze trochę brakuje, ale właśnie testowanie (udane i nie) to główny fun we FreeLabie.

Przez te kilka dni sporo czasu (upał był straszny) spędziliśmy dyskutując w cieniu, lub wieczorem przy ognisku. Z dyskusji zaczął się wyłaniać pełniejszy obraz FreeLabu – to też był cel naszego tu spotkania. Jak mi się ułoży w głowie, to napiszę więcej.

Uwaga: Album zdjęć z Majówki TUTAJ!

Parę dni zaledwie, znaczonych kolejnymi piecykami, kolejnymi rozmowami – tak właśnie FreeLab przeszedł z wirtualu do realu. Dziękuje Wam – tym, co nie widzieli a uwierzyli😉 i przyjechali. To właśnie Wy zadecydowaliście, że FreeLab zaistniał naprawdę.

Od dzisiaj postaram się codziennie rano pisać krótko o dokonaniach dnia poprzedniego.  Jednocześnie ogłaszam ogólne i na stałe zaproszenie dla wszystkich! Przyjeżdżajcie choć na chwilę, bez zapowiedzi i na spontanie. Dla każdego znajdzie się miejsce, coś do jedzenia i coś do zrobienia.

A kto już był – piszcie, proszę, o swoich wrażeniach, pomysłach i linkujcie zdjęcia!